Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Grudki kadzidła


W ostatnim wpisie tego roku chciałam przedstawić jakąś książkę absolutnie wyjątkową. A taką jest dla mnie zbiór czterowierszy religijnych "Grudki kadzidła" - niezwykły przykład poezji porażający głębią, a zarazem zwięzłością; mądrością, doświadczaniem i przeświadczeniem wiary, a jednocześnie prostotą wyrazu i doskonałym wyczuciem języka.

W czterowierszach Obertyńskiej codzienność urasta do najenigmantyczniejszych głębokości mistyki, a samo doświadczenie wiary jest niesłychanie namacalne i uderzające trafnością doboru słów, adekwatnością przepastnej treści do prostoty formy, jaką się to duchowe doznanie, czy też duchową wiedzę, znajomość rzeczy, poczucie sedna przekazuje. To intymne rozmowy stworzenia ze Stwórcą pełne zdumienia istnieniem, światem, złem, cierpieniem; wysiłek duszy, by zmienić swe własne postrzeganie na postrzeganie boskie; westchnienia nad ciężarem materii, z głębi której przemawia duch...

Niesamowity, piękny zbiorek, pozycja, którą z dumą stawiam na honorowym miejscu mej domowej biblioteczki i którą z serca gorąco polecam.

"Ty, co słońca w systemy zgarniasz i rozmiatasz,
co oddechem nadymasz gwiezdną głąb wszechświata,
jeszcze w Swojej dobroci czas znajdujesz na to,
by w naszych trosk znikomość wnikać włoskowato!!"

piątek, 29 października 2010

Crystal

Virginia Andrews - Crystal
(Pocket Books, 1999)


Pamiętam, jak przed wieloma laty furorę robił film "Kwiaty na poddaszu" na podstawie powieści Andrews. To był jeden z tych filmów, które trzeba było obejrzeć. A że byłam dzieckiem, które uwielbiało "Opowieści z krypty", a "Kwiaty..." leżały sobie w dziale horrory, i ja go obejrzałam. Za wiele z niego nie zrozumiałam, bo a) byłam o wiele za młoda, b) reżyser powyrzucał co ważniejsze wątki książki. O tej zaś było głośno, bo opowiadała nie tylko o znęcaniu się nad dziećmi zamkniętymi na strychu, ale i o kazirodczym związku dwojga z nich.

"Crystal" znajdowała się w komplecie książek, które kupiłam na Allegro. A sięgnęłam po nią tylko dlatego, że już od lat nie przeczytałam niczego w całości po angielsku i zwyczajnie byłam ciekawa, jak sobie poradzę.

To typowa literatura amerykańska - język prosty do niemożliwości, wszystko wyłożone na talerzu, postacie z głębią kałuży błota... Wyobrażam sobie, że gdy jeden z bohaterów mówi: "Wszyscy jesteśmy sierotami" (powieść opowiada o adoptowanej sierocie), czytelniczki Andrews niemal mdleją z zachwytu.

Nie polecam. I tyle.

czwartek, 30 września 2010

Czy umiesz cierpieć ?


*Nino Salvaneschi - Czy umiesz cierpieć
(Interlibro, Warszawa 1996)

"Kto nie cierpiał okropności mąk fizycznych, niewiele wie. Kto nie czuł, jak własne ciało wije się i łamie z bólu, nic nie wie."


Wypożyczyłam tę książkę parę lat temu, gdy sama mierzyłam się z wielkim bólem fizycznym i piekłem psychicznej niepewności. Przeczytałam ją jako osoba bardzo cierpiąca, której życie właściwie ograniczyło się do wyczekiwania na nowy powrót niewysłowionego bólu. Chciałabym powiedzieć, że ta książka mi pomogła, dodała mi otuchy czy wiary, ale tak nie było.

To pozycja bardzo liryczna, momentami przypomina najprawdziwszy poemat, pięknie napisana i pełna mądrych słów. Zgadzam się, że cierpienie przyprawia o melancholię, a samotność doświadczania bólu może wzbudzić liryzm. Sama napisałam wiersz o własnym bólu. Tyle, że ja pisałam o szatkowaniu, rwaniu ciała i wrzucaniu go na skwierczącą patelnię, natomiast Salvaneschi pisze o byciu kapitanem okrętu i przemierzaniu oceanu. I pewnie na tym polega mój problem z tą książką - kiedy czuje się niemal rozpadanie się trzewi, to myśli się o rozpruwaniu trzewi właśnie. I mowa o statkach, oceanach, sterach i okrętach brzmi tu żałośnie - niczym rozprawianie o pięknie marmurowej posadzki, gdy my na nią wymiotujemy krwią.

Może powiem tak - jako osoba wymęczona cierpieniem czułam, iż książka raczej drażni niż pomaga. Zaś jako osoba spokojnie sącząca herbatkę w deszczowy wieczór mogę zachwycać się lirycznym pięknem stylu i doborem słów. Być może książkę powinni przeczytać bliscy osób cierpiących i przekuć na własny codzienny język to, o czym tak pięknie autor prawi.