Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmos. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2011

Najstraszniejsza nauka



Claude Tresmontant – Nauczanie Rabbiego Jeshuy
(AA-Fronda, Kraków-Warszawa, 2008)

Chrześcijaństwo nie jest złagodzoną formą judaizmu – w rzeczywistości nie ma straszniejszej i bardziej tragicznej nauki. Nauka ewangeliczna nie jest systemem moralnym, ale ontologią – wykładnią zasad kosmosu. Zbawienie czy potępienie to nie system kar i nagród, ale suchy fakt biologicznej zdolności do przetrwania w ewolucji wszechświata – to selekcja. Ewolucja zaś to pojawianie się wciąż nowych, nieznanych, absolutnie niezawartych w przeszłości informacji – dlatego ateizm jest całkowicie sprzeczny z ewolucją. Wiara to akt rozumny, akt inteligencji, rozumna zgoda inteligencji. Kwestia prawdy chrystianizmu to kwestia analizy rozumu i doświadczenia.

Jeśli choć jedno powyższe zdanie wydało Ci się, drogi Czytelniku, dziwne bądź niepokojące, koniecznie zapoznaj się z książką jednego z najwybitniejszych filozofów i teologów XX wieku.

Ode mnie tylko tyle: gorąco polecam!

piątek, 18 marca 2011

Fiasko + Odyseja kosmiczna

Stanisław Lem – Fiasko
(Wydawnictwo Literackie, Warszawa 1999)

Po niezwykle przyjemnym zaskoczeniu, jakim była dla mnie powieść „Głos Pana”, odważyłam się sięgnąć po kolejną książkę Lema. Tym razem wybór padł na „Fiasko” - opowieść o nieudanej próbie kontaktu z pozaziemską cywilizacją planety Kwinta.

Pierwsze 90 stron (!) raczej mnie nudziło i z ledwością potrafiłam skupić uwagę na treści. Brnęłam jednak dalej, pamiętając jak bardzo podobał mi się „Głos Pana” (chociaż imię „Pirx” wywołało znajome dreszcze). Było warto. „Fiasko” to niezwykle interesująca, choć nie porywająca lektura przepełniona technicznym opisami międzygwiezdnych lotów i fizycznych zjawisk kosmosu, które laik może jedynie biernie chłonąć wraz z narracją, niezdolny do odróżnienia science od fiction (chociaż wyczuwa się, że więcej jest tu jednak science, nawet jeżeli mówimy o samym jej przepowiadaniu).

Nudny i długi początek (z posłowia dowiedziałam się, że powstał on lata przed tym, zanim Lem wpadł na pomysł domknięcia fabuły) oraz brak lepszego psychologicznego obrazu bohaterów, przez który trudno zdecydowanie odróżnić jednego od drugiego (w dodatku wszyscy posługują się identycznym językiem bez żadnych istotnych różnić w stylu wypowiedzi – nawet komputer!), co czyni ich wręcz papierowymi, a do akcji wprowadza niemal emocjonalną próżnię, to główne cechy, które doskwierały mi podczas lektury. Inny problem był jeszcze bardziej subiektywny – nie miałam rozterek, które "przeżywali" ci niezbyt udanie przedstawieni bohaterowie, ponieważ w ciągu mojego życia doszłam w swych przemyśleniach do wielu logicznych konkluzji i radykalnych wyborów, dlatego sama fabuła nie mogła skłonić mnie do żadnych głębszych rozważań, ani nie postawiła przede mną pytań, których bym nie znała (ta uwaga – odnosząca się wszak do lwiej części książek w ogóle - ma tu sens o tyle, że przy braku pewnej głębi psychologicznej postaci pozbawionych dosadniejszych rysów, pozostają jedynie nagie problemy i rozterki, bez możliwości uczuciowego zaangażowania w przedstawianą treść).

To dobra książka. I tyle.

7+/10


***

Arthur C. Clarke – 2001: Odyseja kosmiczna
(Vis-à-Vis / Etiuda, Kraków 2008)


To właściwie nie dobrze skonstruowana powieść, ale szkic powieściowy albo - jak szczerze (!) podaje opis na okładce - rozbudowany scenariusz filmu o tym samym tytule. Można przeczytać, ale nic się nie straci, jeśli ominie się go szerokim łukiem.

5/10

Zaczęłam czytać „Miasto i gwiazdy” tego samego autora, ale nie dałam rady ścierpieć kompletnej nijakości tej książki. Nikomu nie polecam.

niedziela, 30 stycznia 2011

Światłość świata



Benedykt XVI, Peter Seewald – Światłość świata
(Znak, Kraków 2011)

Zdziwiłam się, kiedy w serwisie informacyjnym podano, że oto pojawia się pierwszy zupełnie bezpośredni wywiad z papieżem Benedyktem XVI. Zdziwiłam, bo Peter Seewald miał już dwa takie wywiady, które ukazały się drukiem pod tytułami „Sól Ziemi” oraz „Bóg i świat” (obie  książki zostały wydane przez Znak i obie są ponad wszech miarę godne polecenia). Dopiero po chwili uprzytomniłam sobie, że poprzednie wywiady przeprowadzane były z kardynałem Ratzingerem, nie z papieżem, a to tylko ja przeczytałam je dopiero po wyborze księcia Kościoła na następcę świętego Piotra.

Dość sporo z tematów samej wiary tłumaczył kardynał Ratzinger właśnie w „Bogu i świecie” – czynił to w sposób niezwykle przystępny, mówił prostym, ludzkim językiem, w rozmowie bezpośredniej i nie unikającej trudnych tematów – Seewald zapytał go nawet wprost w jednym momencie: „Gdzie jest mój zmarły brat?”, oczekując klarownej, zwięzłej odpowiedzi. I taką otrzymał. Jeżeli więc kogoś interesują zagadnienia teologiczne, dogmatyczne i doktrynalne, polecałabym sięgnąć najpierw po książkę „Bóg i świat” (abstrahując już zupełnie od tego, że każdy, kto chce się czegokolwiek pewnego dowiedzieć o chrześcijaństwie, powinien szukać odpowiedzi na swe  pytania nie gdzie indziej, jak właśnie w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który powstawał zresztą pod nadzorem kardynała Ratzingera); „Światłość świata” skupia się na raczej na samym pontyfikacie Benedykta XVI, poruszając rozpalające ciekawość mas problemy molestowania seksualnego dzieci przez duchownych, zdjęcia ekskomuniki z lefebrystów czy wyjaśnienia kompletnego nieporozumienia, do jakiego doszło przez wyrwanie z kontekstu ze stricte naukowego wykładu papieża na temat wiary i przemocy cytatu, który podburzył świat muzułmański i został przez media użyty jako wypowiedź polityczna i wyraz osobistych poglądów Ojca Świętego (zamieszczenie problematycznego fragmentu na końcu książki w sposób rozstrzygający obnaża cały absurd zdarzenia oraz żenujące nierzetelność i niekompetencje współczesnych mediów).

Ze względu na ograniczony czas, jaki papież mógł poświęcić na wywiad, problemy potraktowane są skrótowo, bez wdawania się w szczegóły (zwłaszcza w kwestiach wiary), ale Benedykt XVI, tak jak w dwóch wcześniejszych wywiadach z Seewaldem, stara się być jak najbardziej precyzyjny i rzeczowy, odpowiada po męsku i z odwagą, stara się tłumaczyć i przybliżać ludziom samą istotę Kościoła i rozwiewać błędne urojenia na jego temat, które powszechnie panują. Na pytanie o święcenie kobiet odpowiada wprost – nie chodzi o to, że nie chcemy ich święcić, ale o to, że NIE MOŻEMY. „Wszystkie religie miały swoje kapłanki” – mówi – „i było raczej dziwne, że nie znalazły się we wspólnocie Jezusa Chrystusa, co z kolei jest świadectwem kontynuacji z wiarą Izraela. (...) Nie jesteśmy jakimś samowolnym reżimem. Nie możemy robić tego, co chcemy. Szukamy woli Pana dla nas i jej się trzymamy, nawet jeśli to w tej kulturze i tej cywilizacji jest mozolne i trudne”. Innym razem wyznaje: „Zapytano mnie, dlaczego Kościół katolicki zajmuje w sprawach AIDS całkowicie nierealistyczne i bezskuteczne stanowisko. Czułem się rzeczywiście sprowokowany, bo Kościół czyni wiele więcej niż wszyscy inni. Uważam tak nadal, gdyż to jedyna instytucja będąca bardzo blisko i bardzo konkretnie z ludźmi, podejmująca działania prewencyjne, wychowawcze, wspomagające, ratujące i towarzyszące; gdyż opiekuje się jak nikt inny wieloma chorymi na AIDS, a szczególnie chorymi na AIDS dziećmi”.

Oczywiście nasze media nie byłyby sobą, gdyby nie wypaczyły właściwego sensu papieskich słów. I tak w świat pobiegła wieść, że papież przełamał się w sprawie prezerwatyw i dopuszcza, w pewnych przypadkach, ich używanie. Co zaś naprawdę powiedział Benedykt XVI, znaleźć można na stronie 130. tego bardzo ciekawego wywiadu, którego lekturę, podobnie jak dwóch poprzednich rozmów z Seewaldem, wszystkim doradzam i polecam.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Grudki kadzidła


W ostatnim wpisie tego roku chciałam przedstawić jakąś książkę absolutnie wyjątkową. A taką jest dla mnie zbiór czterowierszy religijnych "Grudki kadzidła" - niezwykły przykład poezji porażający głębią, a zarazem zwięzłością; mądrością, doświadczaniem i przeświadczeniem wiary, a jednocześnie prostotą wyrazu i doskonałym wyczuciem języka.

W czterowierszach Obertyńskiej codzienność urasta do najenigmantyczniejszych głębokości mistyki, a samo doświadczenie wiary jest niesłychanie namacalne i uderzające trafnością doboru słów, adekwatnością przepastnej treści do prostoty formy, jaką się to duchowe doznanie, czy też duchową wiedzę, znajomość rzeczy, poczucie sedna przekazuje. To intymne rozmowy stworzenia ze Stwórcą pełne zdumienia istnieniem, światem, złem, cierpieniem; wysiłek duszy, by zmienić swe własne postrzeganie na postrzeganie boskie; westchnienia nad ciężarem materii, z głębi której przemawia duch...

Niesamowity, piękny zbiorek, pozycja, którą z dumą stawiam na honorowym miejscu mej domowej biblioteczki i którą z serca gorąco polecam.

"Ty, co słońca w systemy zgarniasz i rozmiatasz,
co oddechem nadymasz gwiezdną głąb wszechświata,
jeszcze w Swojej dobroci czas znajdujesz na to,
by w naszych trosk znikomość wnikać włoskowato!!"