Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piekło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piekło. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 września 2010

Czy umiesz cierpieć ?


*Nino Salvaneschi - Czy umiesz cierpieć
(Interlibro, Warszawa 1996)

"Kto nie cierpiał okropności mąk fizycznych, niewiele wie. Kto nie czuł, jak własne ciało wije się i łamie z bólu, nic nie wie."


Wypożyczyłam tę książkę parę lat temu, gdy sama mierzyłam się z wielkim bólem fizycznym i piekłem psychicznej niepewności. Przeczytałam ją jako osoba bardzo cierpiąca, której życie właściwie ograniczyło się do wyczekiwania na nowy powrót niewysłowionego bólu. Chciałabym powiedzieć, że ta książka mi pomogła, dodała mi otuchy czy wiary, ale tak nie było.

To pozycja bardzo liryczna, momentami przypomina najprawdziwszy poemat, pięknie napisana i pełna mądrych słów. Zgadzam się, że cierpienie przyprawia o melancholię, a samotność doświadczania bólu może wzbudzić liryzm. Sama napisałam wiersz o własnym bólu. Tyle, że ja pisałam o szatkowaniu, rwaniu ciała i wrzucaniu go na skwierczącą patelnię, natomiast Salvaneschi pisze o byciu kapitanem okrętu i przemierzaniu oceanu. I pewnie na tym polega mój problem z tą książką - kiedy czuje się niemal rozpadanie się trzewi, to myśli się o rozpruwaniu trzewi właśnie. I mowa o statkach, oceanach, sterach i okrętach brzmi tu żałośnie - niczym rozprawianie o pięknie marmurowej posadzki, gdy my na nią wymiotujemy krwią.

Może powiem tak - jako osoba wymęczona cierpieniem czułam, iż książka raczej drażni niż pomaga. Zaś jako osoba spokojnie sącząca herbatkę w deszczowy wieczór mogę zachwycać się lirycznym pięknem stylu i doborem słów. Być może książkę powinni przeczytać bliscy osób cierpiących i przekuć na własny codzienny język to, o czym tak pięknie autor prawi.

sobota, 16 sierpnia 2008

Obskurny hotel i nędzna kawiarnia

WOJCIECH SZYDA – HOTEL „WIECZNOŚĆ”
(Supernowa, Warszawa 2005)
Takie czasy. Wmawiają nam, że sojowa papka smakuje jak wyborny kotlet. A tu nie dość, że brak jakiegokolwiek smaku, to jeszcze nie ma co ugryźć!

Moje oczy i myśli nieustannie uciekały od tekstu. Najpierw mnie nudził. Potem odstręczał. Na końcu nudził z podwójną siłą.

Przepis? Poszatkowane skrawki Piekła „Boskiej komedii” wymieszane z fascynacją Borgesem (zwłaszcza „Biblioteką Babel”), dumą z własnej erudycji, cienkim i oklepanym cyber-punkiem (znowu ten „Matrix”), szczyptą tak modnej "metafizyki," a wszystko dopełnione wariacją na temat rozszczepienia jaźni i chorób psychicznych (od czasu filmu „Tożsamość” to motyw nadzwyczaj chętnie wykorzystywany) oraz bohaterami, którymi niezwykle trudno się przejąć. Słowem – papka intelektualisty z ambicjami.

3-/10



MICHAŁ RUSINEK ; ANTONINA TURNAU – PROWINCJONALNE ZAGADKI KRYMINALNE
(Prószyński i S-ka, Warszawa2006)

Pierwsza zagadka mnie rozbroiła – nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy to po raz ostatni słyszałam coś równie naciąganego! Druga poraziła prostotą absurdu. Przy trzeciej opadły mi i ręce i spodnie.

Może to się sprawdziło jako cykl słuchowisk (takie małe bzdurki do posłuchania przy myciu naczyń czy obcinaniu paznokci u stóp), ale fani Agathy Christie czy Erle’a Stanleya Gardnera powinni ów zbiorek żenujących zagadek kryminalnych (myślałam, że ta oznaczona numerem 7 jest szczytem idiotyzmu, ale potem było jeszcze gorzej!) omijać szerokim łukiem.

Pożyczcie z biblioteki, żeby się pośmiać (z niedorzeczności) i porządnie zdziwić (że ktoś to w ogóle wydał), ale nie wydawajcie na to pieniędzy!