Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bibliofila. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bibliofila. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 grudnia 2010

Zła wiadomość dla bibliofilów



Książki już teraz kosztują majątek, a od przyszłego roku ich ceny pójdą jeszcze w górę!

Jestem wzburzona. Miałam okazję potrzymać w dłoni najnowszą książkę Sapkowskiego - w ogóle mnie nie interesuje ten tytuł, ale nie mogłam się nadziwić, jak taka malutka, cieniutka książeczka może kosztować ponad trzydzieści złotych!

A jednak! - gdy patrzę po książkach z mojej rosnącej listy życzeń, trzydzieści złotych staje się minimalną ceną za tytuł. Lista się wydłuża, a ja nie mogę nic z niej wykreślić!

Biblioteki nic tu nie pomogą, bo te lokalne (jak moja) przodują w kupowaniu bestsellerów o jakości niemal równie żenującej jak ich treść. Nie ma mowy o lekturze wymagającej użycia intelektu. A jeśli nawet zdarzy się jakiś rodzynek - zbiorowa praca naukowa w twardej oprawie czy jakiś leksykon, są one dostępne jedynie na miejscu, w czytelni.

Nie wspomnę już o tym, że bibliofil jak ja chce mieć osobisty kontakt z książką - chce ją mieć na własność, żeby jej efektywnie używać, obcować z nią, zaznaczać na niej swą obecność i pozostawiać ślad tego, co w tej książce odnalazł. Dochodzi do tego praca twórcza - możliwość wracania po latach do potrzebnych cytatów, które się kiedyś zaznaczyło, do fragmentów, o których już się zapomniało, czerpanie z książek jako z materiałów źródłowych... Nie uśmiecha mi się płacić za ksero. (i niby gdzie miałabym trzymać taką stertę papieru! Już nie mówiąc o tym, że musiałabym zacząć to wszystko jakoś katalogować w segregatorach czy teczkach, by jakkolwiek się w tym połapać!) Do niedawna, kiedy nie miałam komputera, spisywałam co lepsze cytaty ręcznie, malusieńkim pismem w grubym notatniku, ale podobne wyjście przypomina momentami katorgę. Teraz czasem zapiszę coś na komputerze, ale to też nie jest rozwiązanie.

Co prawda mówi się, że książki są za drogie, ale szybko odwraca się uwagę innymi kwestiami, które rzekomo wpływają na fakt, iż Polacy coraz mniej czytają. A ja mówię - nie odwracajcie uwagi mediami elektronicznymi czy innymi wykrętami! Książki są stanowczo za drogie! Koniec kropka! Przeciętnego Polaka nie stać na nie! Dopóki tego problemu się nie rozwiąże, wszystko inne będzie tylko nieistotne i nie warte, by się temu bliżej przyjrzeć!


 ---
Ostatnio więcej gram niż czytam (kolejka gier). Udało mi się jednak kupić kilka używanych kryminałów Gardnera: "Sprawę szantażowanego męża", "Sprawę przełożonego morderstwa", "Sprawę podzielonego domu", "Sprawę zakochanej ciotki", "Sprawę fałszywego obrazu" i "Sprawę świetlistych śladów". Przy okazji przeczytałam powtórnie "Sprawę lodowatych dłoni".

sobota, 25 października 2008

Niemirski



ARKADIUSZ NIEMIRSKI – POJEDYNEK DETEKTYWÓW
(Ossolineum, Wrocław 2003)

Ździebko to irytujące, gdy znasz istotę zagadki już na czternastej stronie i musisz czekać jeszcze dwieście stron, aż bohater dozna nagłego olśnienia. Ale cóż... w końcu to książka dla ludzi sporo młodszych ode mnie...

Rozczuliłam się przy niej. Jest tak ujmująco staroświecka, tak rozkosznie niedzisiejsza... Z drugiej strony, Niemirski chciałby się odciąć od kultowej postaci stworzonej przez Nienackiego i wykreować coś oryginalnego, ale ”Pojedynek...” to marne, oj marne odcinanie. Chociaż przeczytałam w życiu tylko jednego Pana Samochodzika, to nawet ja wyczuwam jak mocno „Pojedynek...” jest nim przesiąknięty.

Od razu przypomniały mi się książki, które łapczywie pochłaniałam w dzieciństwie – od fantastyczno-historycznych opowieści Nowackiej (np. „Szubat żąda ofiary”) po prześwietne przygody Marcina Bigoszewskiego. Ech!  Nostalgia!

Czytadło dla mocno młodych albo starszych w nostalgii.

6-/10



ARKADIUSZ NIEMIRSKI – TESTAMENT BIBLIOFILA
(Ossolineum, Wrocław 2005)

To bardzo dobra książka, dużo lepsza od „Pojedynku detektywów” (głównie dzięki postaciom - zasapany detektyw Barber jest zdecydowanie wiarygodniejszy od "Pana-samochodzikowego", czyli Liberalesa), idealna na prezent dla jakiegoś bystrego małolaty, ale i dla starszych, którzy po prostu lubią czytać i nie wstydzą się sięgać po literaturę młodzieżową (gdy inni patrzą na nich krzywym okiem). Godna polecenia pozycja.

Tak na marginesie dodam, że powieść ta ma chyba najgorsze zdanie rozpoczynające, jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się przeczytać.

Poza tym stawiam mały plusik. Z czystego sentymentu.

7+/10