poniedziałek, 15 października 2018

Rzeźbiarz śmierci


Chris Carter – Rzeźbiarz śmierci (audiobook)
(Sonia Draga, 2016)

„Studentka pielęgniarstwa przeżywa szok, gdy odkrywa, że jej pacjent, prokurator Derek Nicholson został brutalnie zamordowany we własnym łóżku. Zbrodnia wydaje się bezsensowna, bo Nicholson był śmiertelnie chory i pozostało mu najwyżej kilka tygodni życia. Jednak detektywa Roberta Huntera z wydziału zabójstw policji z LA najbardziej zdumiewa wiadomość pozostawiona przez mordercę.”

Plusy:
- lektor jako tako się stara.

Minusy:
- papierowe postaci,
- drętwe dialogi,
- dłużyzny,
- niepotrzebne powtórzenia,
- brak zaskoczeń (tożsamości psychopaty domyśliłam się, gdy tylko pojawiło się jego alter-ego), ale…
- … z opisu jasno wynikało, że mechanik to facet, więc… czy zmyłka nie była zbyt oszukańcza (czy redaktor czegoś nie dopatrzył???)?,
- główny bohater jest tak genialny, że domyśla się, że gotowano spaghetti, bo pachnie pomidorami i bazylią (szok! jak on to robi?!),
- po 30 latach cierpienia na bezsenność, bohaterowi dokuczają zaledwie tymczasowe migreny, poza tym jest super przystojny, muskularny i zupełnie zdrowy,
- niepotrzebne wątki i epatowanie przemocą,
- mooooooooooooooooooooooooooocno naciągana intryga,
- ogólna nuda.


Nie warto.

sobota, 13 października 2018

Miłość dobrej kobiety


Alice Munro – Miłość dobrej kobiety (audiobook)

Z ośmiu zamieszczonych opowiadań, dałam radę tylko jednemu, więc to jego będzie dotyczyć ta notka.

Plusy:

- ?

Minusy:

- marna lektorka, która myśli, że znudzony głos jest oznaką dobrego aktorstwa,
- słaby, miejscami prostacki, pozbawiony polotu styl,
- pierwszy rozdział niemal kompletnie niepowiązany z właściwą historią, rozwleczony, nudny i o niczym,
- bohaterka decyduje się kryć rzekomego mordercę, bo… ma sny o kopulowaniu z niemowlakami i własną matką (!).

Żenada – nigdy więcej!


środa, 3 października 2018

Niedokończony portret

Mary Westmacott (Agatha Christie) - Niedokończony portret
(Prószyński i S-ka, Warszawa 2004)

“To bardzo pospolita historia. Teraz wiem to sama. Wystarczy poczytać gazety. (…) Kobiety, które wkładają głowy do piecyków gazowych albo przedawkowują tabletki nasenne.”

Plusy:
- warsztatowo (o dziwo) o wiele lepsze niż kryminały autorki przez co czyta się dość sprawnie,
- lepsze niż smęcenie Alice Munro,
- nie do końca cukierkowe zakończenie.

Minusy:
- jeszcze jedna bohaterka, która dobrowolnie wybiera najgorszego z kandydatów na męża, a potem (niespodzianka!) chce się zabić,
- dłużyzny,
- niektóre wątki wydają się sztuczne,
- tłumaczka jest zbyt leniwa, by sprawdzić parę prostych rzeczy, więc pisze głupoty z głowy, i popełnia prawdziwie żenujący błąd, tłumacząc “pathetic” jako “patetycznie”.

Czytadło.


sobota, 22 września 2018

Prędkość


Dean Koontz - Prędkość

Niedoszły pisarz z żoną w śpiączce, mruczącą tajemnicze zdania, zostaje wciągnięty przez psychopatę do gry wyborów, w której każda opcja owocuje czyjąś śmiercią. W ramach przerywników psychopata okalecza bohatera bądź nasyła na niego policję, podrzuciwszy wcześniej to dowody zbrodni, to trupy.

Plusy:
- szybko się czyta

Minusy:
- już od pierwszego rozdziału zbyt prosto można się domyślić, kto jest mordercą
- brak zaskakujących zwrotów akcji (duża wada jak na thriller)
- Koontz po raz kolejny udowadnia, że nie wie, jak wykorzystać ciekawy pomysł
- i że banalne zakończenia to chyba jego konik
- kolejna historia, w której na zapaść twórczą i samotność najlepiej pomaga walka o życie ze skończonym dewiantem

sobota, 24 lutego 2018

Błękitny zamek


L.M. Montgomery – Błękitny zamek
(Nasza Księgarnia, Warszawa 1988)

Joanna jest brzydką starą panną, której nikt nigdy nie kochał, nawet matka. Na szczęście lekarz stwierdził u niej ciężką chorobę serca, dając jej najwyżej rok życia, co oczywiście znaczy, że jej dni staną się odtąd piękniejsze niż w bajce.

Największą wadą powieści jest tragiczna przewidywalność. Joannę podtrzymują na duchu książki pisane przez skrywającego się przed światem, tajemniczego pisarza, o którym nikt nic nie wie. W okolicy żyje młody mężczyzna, Edward, o którym wszyscy sądzą, że jest łajdakiem ze zbójecką przeszłością. Rodzina Joanny wierzy w lecznice właściwości mikstur Redferna. Spodziewająca się rychłej śmierci Joanna wychodzi za Edwarda. Jaki może być inny wynik dodania tych składników, skoro wiemy, że autorką jest Montgomery?

1 – Edward wcale nie jest łajdakiem, tylko szlachetnym dżentelmenem mizantropem.
2  –  Edward jest ukochanym pisarzem Joanny.
3 – Edward jest synem Redferna, a tym samym multimilionerem.
W dodatku diagnoza serca była fałszywa, ale to tak oczywiste, że aż żal pisać…


Jednak mimo tak żałosnego rozwiązania fabuły, mogę się w ciemno założyć, że książka jest o wiele zgrabniej napisana niż dowolny nowy romans wydany w ostatnich miesiącach, zwłaszcza jeśli idzie o polskie pisarki. Czyta się łatwo, prosto i przyjemnie. I zawsze miłe są te scenki, gdy ktoś wygarnia snobistycznej rodzince bez serca. 

czwartek, 14 grudnia 2017

Rysowanie postaci dla artystów



Steve Hutson - Rysowanie postaci dla artystów
(Arkady, 2017)

Steve Hutson musi być naprawdę poważaną osobistością w świecie sztuki, skoro nie znajdzie się ani jeden krewny, przyjaciel, znajomy, wykładowca, uczeń, wydawca, redaktor czy chociażby podrzędny korektor, który śmiałby powiedzieć mu prosto w oczy: “Steve, nie jesteś w stanie napisać ani jednego klarownego zdania”.

Drugiego tak źle napisanego podręcznika ze świecą szukać! Skromniutkie tekściki na kolejnych, dziwacznie pustych stronach sprawiają wrażenie, jakby autor miał zamiar powtykać między nimi konkretne wskazówki i wyjaśnienia… tyle że o tym zapomniał (a nikt inny się takim drobiazgiem nie przejął). A kiedy (chyba od niechcenia) próbuje jednak COŚ wyłożyć, wychodzi z tego bełkot. Jestem gotowa postawić butelkę dobrego trunku komukolwiek, kto będzie w stanie wyjaśnić, o co chodzi ze zrównywaniem ołówka z “wierzchołkiem walcowatych żeber” (???) i odchylaniu go zgodnie z ich odchyleniem do płaszczyzny obrazu ORAZ jak to się ma do malutkiej ilustracji przypisanej temu fragmentowi, gdzie do żadnego odchylenia nie dochodzi!

Nie polecam.

sobota, 5 sierpnia 2017

Wte i wewte


Adam Pluszka - Wte i wewte - z tłumaczami o przekładach
(słowo/ obraz terytoria, Gdańsk - Warszawa 2016)

Spodziewałam się bardzo ciekawych rozmów na temat istoty przekładów, problemów językowych, czy roli tłumacza jako czynnego artysty. Niestety, nie przyszło mi do głowy, że autor książki, który przeprowadza wywiady z kolejnymi tłumaczami, okazać się może człowiekiem o nadzwyczaj płytkiej wyobraźni (rajem na ziemi byłaby dla niego lewacka tolerancja totalna) ani że większość jego gości zdaje się oddychać oparami tuszu Wyborczej. Rezultat jest taki, że Pluszka nie potrafi ciekawie drążyć tematu i prześlizguje się po powierzchni rzeczy, zaś jego rozmówcy nie starają się zbytnio przybliżyć czytelnikowi pracy tłumacza i związanych z nimi problemów.

Źle jest już na początku, gdy niejaki pan Świerkowski niemal błaga o psychiatrę, bo jedynym powodem, dla którego nie popełnił jeszcze samobójstwa jest jego lenistwo, zwłaszcza umysłowe. Potem mamy na przykład jakiegoś Żukowskiego, który nie widzi nic złego w całkowitym uprzedmiotawianiu kobiet w pornosach, ale nie potrafi sobie wyobrazić większej zbrodni w dziejach ludzkości niż zabijanie zwierząt (więc nie przetłumaczyłby książki o grillowaniu). Za to trudno się oprzeć wrażeniu, że z przyjemnością oglądałby publiczny, krwawy lincz na jakimś konserwatyście (kręgi prawicowo-narodowe nazwał “szlamem kultury”). Panowie chyba myśleli, że Pluszka przyszedł do nich z magazynu “Żenujące frustracje i ulewanie się ego”.

W miarę ciekawy jest wywiad na temat przekładów z chińskiego, ale - niestety - Pluszka nie potrafi wejść w to głębiej (nie rozróżnia nawet języków azjatyckich!), więc wymagający czytelnik może jedynie polizać cukierek przez szybę. Barbara Kopeć-Umiastowska (ta która słusznie wytknęła Dehnelowi translatorskie dyletanctwo) daje WRESZCIE jakieś przykłady tekstów, ale i ten wywiad nie jest za szczególny, a tłumaczka odpowiada na pytania jakby od niechcenia (był upał, czy co?).

Cóż, kompletnie nietrafiony zakup, ale czy można było przewidzieć, że autor będzie na tyle nierozgarnięty, by pytać tłumaczki języka chińskiego o nieprzetłumaczalność haiku? Nie polecam.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Rysowanie postaci. Od teorii do praktyki



W.A. Loomis - Rysowanie postaci. Od teorii do praktyki
(Zysk i S-ka, 2015)

Nie sądziłam, że książka o renomie Biblii dla rysowników aż tak będzie zniechęcać do rysowania. Zadziwiały mnie zdania w stylu: "Nie rozumiesz perspektywy? Kup sobie dobrą książkę". Zamiast zgrabnych wyjaśnień Loomis mówi nam po prostu: "Rysuj aż ci jako tako wyjdzie". Niestety, nie żartuję, oto co napisał o promieniu ruchu: "Aby określić, promień ruchu wystarczy ludzkie oko. Rysujcie do skutku, aż zaczną "wyglądać jak należy" ". No fajnie, ale za co ja zapłaciłam kupę kasy, skoro mam się uczyć z innych książek i od początku (!) kierować się własnym okiem???

Nie polecam.