wtorek, 27 maja 2014

Sprawa szkarłatnego pocałunku



E.S. Gardner – Sprawa szkarłatnego pocałunku
(Wydawnictwo Dolnośląskie, 2002)

Czuję się oszukana! Tak długo szukałam tego tomiku przygód Perry’ego Masona, a okazało się, że mam do czynienia nie z powieścią, lecz zbiorkiem opowiadań, z których tylko to pierwsze traktuje o słynnym adwokacie – jest to krótka i niestety chyba najsłabsza fabularnie z jego zawikłanych spraw. Pozostałe teksty nie są, niestety, specjalnie warte uwagi – ot, opowiadania detektywistyczne w starym stylu.


Cóż za rozczarowanie!

poniedziałek, 26 maja 2014

Skrzydła gołębicy



Henry James – Skrzydła gołębicy
(Prószyński i S-ka, 2011)

Bardzo lubię czytać przedmowy autorów, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z przedmową równie nużącą, co ta, która wyszła spod pióra Henry’ego Jamesa. To już przy niej – przy owych wyznaniach konstruktora machiny, który tłumaczy, ile musiał odmierzać oliwy i jakie siły odśrodkowe brać pod uwagę, by ciężka maszyneria ospale ruszyła (a jest to przedziwnie przytłaczający opis) -  zaczęłam się obawiać, że polegnę przy lekturze.

I poległam. O wiele szybciej niż mi się zdawało. Nie znalazłam obiecywanej mi wirtuozerii słowa (Wyszukany język? Raczej zwykłe zdania złożone, bez krzty liryzmu – są prędzej ociężałe niż wyrafinowane) ani nawet cienia postaci, która mogłaby zwrócić moją uwagę i dać pociągnąć się dalej. Mówi się, że ta powieść jest z pozoru statyczna, ale chodzi raczej o coś innego – to sam tekst, sama forma jest statyczna: słowa tracą wszelkie skojarzenia zmysłowe, a stają się jedynie szeregiem liter bezdusznie i po brzegi wypełniających strony. A przynajmniej ja miałam odczucie, jakbym mentalnie żuła żwir, który ni jak nie chce się zmiękczyć.  Przy czym tekst nie wydaje się być wcale specjalnie trudny ani zawiły – jedynie nieznośnie nieciekawy.


środa, 21 maja 2014

Zimny płomień



Yukio Mishima - Zimny płomień
(Świat Książki, 2008)

Kiedyś, dawno temu, zachwycałam się „Złotą pagodą”, choć dzisiaj, gdy niemal cała jej treść zatarła mi się w pamięci, nie potrafię stwierdzić, dlaczego. Zastanawiam się, czy nie napawałam się właściwie własnymi wyobrażeniami na temat powieści (bardzo podobał mi się zamysł obsesji piękna), a nie treścią i formą. Bo czytając, „Zimny płomień” w ogóle nie odczuwam, że obcuję – jak tłumaczy mi posłowie – z „szorstkim”, suchym, logicznym stylem (czy to miało oznaczać zwyczajnie „prostym”?), natomiast treść, z jakiegoś powodu, nieco przelatuje nade mną.


Czy można czytać jako zwykły tekst „Umiłowanie ojczyzny”, wiedząc, że posłużyło autorowi jako „mentalna wprawka” do rytualnego samobójstwa? Jest w tym coś obrzydliwego. Czym się zachwycić w trzech ostatnich opowiadaniach, skoro zdają się być one napisane jedynie dla samego pisania (nawet autorka posłowia nazywa dwa z nich owocem igraszek znudzonego artysty)? Właściwie to poza „Zimnym płomieniem” i „Śmiercią w środku lata” (które i tak już znałam) nie potrafię wskazać niczego godnego uwagi w tym zbiorku. To dobre, zgrabne teksty, które czyta się szybko, ale które chyba nie przykują uwagi nikogo, kto choć trochę nie interesuje się nie tylko kulturą, ale i mentalnością japońską.

wtorek, 20 maja 2014

Wodnikowe Wzgórze


*Richard Adams – Wodnikowe Wzgórze
(Muza, Warszawa 2005)

„Wodnikowe Wzgórze” najprościej można opisać jako mieszankę wiedzy, którą autor zaczerpnął z książki „Prywatne życie królika”, z opowieściami o Bracie Króliku – opiekuńczym bogu-oszuście z folkloru Ameryki Północnej. Króliki walczą o przetrwanie – króliki, które mają bogów, mity, i które lubią opowieści. Mając w pamięci nieco zatarte, ale dość brutalne i krwawe sceny z animowanej ekranizacji, którą widziałam w dzieciństwie, nastawiłam się na dzieło o wadze eposu narodowego albo ociekającej liryzmem, starodawnej kroniki. Niestety, dostałam jedynie dobre czytadło dla zabicia czasu, szorstkawe w formie i proste w treści, bez zaskakujących zwrotów fabularnych.


6=/10

wtorek, 29 kwietnia 2014

Pierwszy śnieg




Jo Nesbø - Pierwszy śnieg
(Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010)

Uprzedzam , że niniejsza notka totalnie spojluje ów schematyczny kryminał.

Wielbiciele kryminałów na pewno znają reguły van Dine'a (np. przestępca nie może być służącym, detektyw nie może okazać się sprawcą, i tak dalej). Po lekturze "Bałwana" (oryginalny tytuł, dużo lepszy niż wybór wydawnictwa) pomyślałam, że przydałoby się ułożyć parę reguł dla powieści o seryjnych mordercach. Oto moje propozycje:

1) Morderca nie może być nowym partnerem żony głównego bohatera.
2) Nie umieszczajmy żony w wymyślnej pułapce, po to, by bohater ratował ją z niej w ostatnich sekundach.
3) A jeśli już, to niech przynajmniej mu się nie uda.
4) A jeśli, niestety, mu się udało i popełniliśmy ten hollywoodzki banał, to niech bohater nie uchodzi cało, uratowany cudem, z następnej opresji, która zdarza się zaraz potem.

sobota, 26 kwietnia 2014

Pamiętam cię


Yrsa Sigurdardóttir - Pamiętam cię
(Muza, 2012)

Tandetnie napisany tandetny horror o mszczącym się duchu, z tandetnie przeprowadzoną redakcją (w tym korektą) i równie tandetną okładką. Bardzo kiepski język, nieciekawa intryga, irracjonalne zachowania postaci i ogólny brak logiki (np. jest tak zimno, że bohaterowie noszą po kilka par skarpet i swetrów, ale piwo muszą sobie chłodzić w strumieniu), nędzne dialogi, kompletny brak nastroju grozy i nieprzewidywalnych zwrotów – oto rzekomo najwyższe standardy literatury grozy, jak dumnie głosi okładka, cytując „Sunday Telegraph”. Najbardziej jednak doskwiera lekceważący stosunek autorki, która, jak się zdaje, powiedziała sobie: „Aj tam, aj tam – ważne, że wyjaśnię główną zagadkę, a całą resztę szczegółów mogę sobie darować”.

Partactwo.


piątek, 25 kwietnia 2014

Oszustwo niedoskonałe


David Walsh – Oszustwo niedoskonałe. Jak zdemaskowałem Lance’a Armstronga
(Znak, 2013)

Cieszę się, że kupiłam książkę Juliet Macur („Wyścig kłamstw”), a nie Davida Walsha. Pani Macur dała sportowemu laikowi, jakim jestem, dokładny obraz zdarzeń i charakterystykę osób zamieszanych w oszustwo Armstronga, ale i spojrzenie na zdegenerowanie kolarstwa w ogóle. Tylko dzięki niej nie pogubiłam się bez reszty w mętnej, przyciężkawej, pozbawionej dziennikarskiej klarowności książce Walsha (czuć tu wyraźnie niespełnionego literata), która, choć reklamowana jako pozycja nie tylko dla fanów sportu, nie nadaje się moim zdaniem dla tych, którzy już przed lekturą nie orientują się w sprawie i w kolarstwie. Być może spodoba się amatorom sportu i dziennikarstwa, mnie odrzucało niemal co stronę, z trudem brnęłam przez tekst. Nie polecam.



środa, 23 kwietnia 2014

Wyścig kłamstw


Juliet Macur – Wyścig kłamstw. Upadek Lance’a Armstronga
(SoniaDraga, Katowice 2014)

Nie rozumiem, jak kogokolwiek mogła zszokować informacja, że Armstrong nie grał czysto. Nie rozumiem, ponieważ nie jest dla mnie normalnym fakt, że człowiek po ciężkim raku z wieloma przerzutami wygrywa kilka razy pod rząd najtrudniejszy (być może nawet pozostający poza ludzkimi możliwościami, a przez to skłaniający do oszustw) wyścig. Zszokowało mnie co innego – skala degeneracji kolarstwa przeżartego dopingiem. Nigdy nie interesowałam się sportem, ale po książce pani Macur czuję wzbierające mdłości na dźwięk słowa: „kolarz”. To nie jest jedynie historia oszusta, nałogowego kłamcy i egoistycznego, pozbawionego wrażliwości chama, który z nikim się nie liczył, ale spojrzenie na obraz nędzy, jakim jest dziś kolarstwo i Tour de France w szczególności.


Bardzo wciągająca  (i zniesmaczająca) lektura, choć cena książki nieco wygórowana.